Nie ma dobrych scenariuszy: dlaczego globalny rynek akcji jest bliski nowego kryzysu

0
23

Z reguły rozmowy o kryzysie rozpoczynają się, gdy już trwa. Do tego czasu nie ma zwyczaju dyskutować o zagrożeniu w środowisku inwestycyjnym. Isaac Becker, międzynarodowy doradca finansowy, autor książki „Kiedy złe jest dobre”, proponuje przełamać utartą tradycję i porozmawiać już dziś o tym, co może nas czekać w niedalekiej przyszłości 0 akcji

Historia giełdy pokazuje, że co jakiś czas nawiedza ją kolejny kryzys, który niczym prawdziwy sprzątacz wymiata z rynku wszystkie nagromadzone tam śmieci i sprowadza wycenę aktywów do ich realnej wartości, co stwarza warunki do dalszego zdrowego wzrostu. Im bardziej „wiosenne porządki” są opóźniane z tego czy innego powodu, tym trudniej i dłużej to trwa.

„Strach paraliżuje system”: co jest wspólne między epidemią a kryzysem finansowym

Niestety nie możemy przewidzieć, kiedy nastąpi kolejny kryzys. Jednocześnie dojrzał już i jest gdzieś bardzo blisko. Większość profesjonalnych inwestorów nie wątpi w to. Powód jest mniej lub bardziej jasny: jest to długofalowa polityka luzowania ilościowego, którą banki centralne Stanów Zjednoczonych i Europy prowadzą od kryzysu 2008-2009. Lek w dużych ilościach prędzej czy później staje się trucizną.

Idealny

Dla współczesnego inwestora najlepszą opcją na kolejny kryzys byłby scenariusz z marca 2020 roku, kiedy rynek załamał się pod groźbą globalnej pandemii. Spadek indeksu S&P 500 ze szczytu 10 lutego do 16 marca wyniósł prawie 32%, po czym w ciągu zaledwie kilku miesięcy rynek odrobił straty i nadal pewnie szedł w górę do końca roku. W ramach wzmożonych wezwań maklerów „zainwestuj wszystko” miliony ludzi na całym świecie zainwestowało w papiery wartościowe i z reguły nie żałuje tego. Myślę, że taki kryzys, taka wojna blitzkriegowa jest już teraz oczekiwana, a większość graczy jest już na nią dobrze przygotowana.

Niestety, wszyscy ci ludzie mogą być rozczarowani, bo powodem nadchodzącej katastrofy będzie najprawdopodobniej pęknięcie bańki na giełdzie, a to już zupełnie inna historia. Oczywiście nie chcę za każdym razem przypominać generałów, którzy przygotowują się do ostatniej wojny. Mark Twain powiedział, że historia się nie powtarza, ale rymy. Jaki jest wierszyk tym razem? Aby odpowiedzieć na to pytanie, musisz zrozumieć, co łączy różne kryzysy, z których jednocześnie wszystkie zaczynają się pękającą bańką. Właściwie to jedyny wątek, który można uchwycić w tej sytuacji.

Upadający finansista, który przewidział kryzys, mówił o nowej „bańce” w gospodarce

Wymieniłbym trzy kluczowe cechy charakterystyczne dla tej klasy kryzysów na giełdzie:

  • duża głębokość spadku;
  • obecność „niedźwiedziego »Rally;
  • długoterminowe odzyskiwanie.

Do tej pory i tak blisko

Zacznijmy od krachu 1929 roku, który wciąż przeraża wszystkich inwestorów i jest pod wieloma względami scenariuszem modelowym. Upadek w tym czasie trwał kilka lat i zakończył się dopiero w 1932 roku. W tym czasie Dow Jones stracił prawie 90%. To jednak nie wszystko: w 1930 r. na drodze w dół doszło też do dużego niedźwiedzia, który wielu postrzegało jako koniec kryzysu, co okazało się fatalnym błędem dla większości inwestorów. Nawiasem mówiąc, wśród „przegranych” znalazł się twórca value investing, Benjamin Graham, który stracił wówczas 70% swojego kapitału.

Awaria Archegos: sygnał do worków z pieniędzmi lub przypomnienie o ryzyku

Wydawałoby się, że jest coś wspólnego między tym krachem a kryzysem w Japonii, który zwyczajowo datowany jest na 1991 rok, choć szczyt giełdowy osiągnięto pod koniec 1989 roku. Jednak i tutaj widzimy podobieństwa w głębokości i czasie trwania upadku. Dopiero w marcu 2009 roku Nikkei 225 osiągnął swoje 27-letnie minimum, co ostatecznie przełożyło się na 81,2% spadek indeksu od szczytu z początku kryzysu. Na przestrzeni lat rynek niejednokrotnie sygnalizował ożywienie, ale za każdym razem kończyło się to jeszcze większym spadkiem. Kryzys japoński był w dużej mierze spowodowany tak zwaną polityką „luzowania ilościowego”. Tanie i przystępne pieniądze stały się jednym z głównych powodów przekształcenia japońskiego cudu w erę stagnacji giełdowej.

Bardzo podobna

Bańka internetowa z 2000 roku, która jest bliżej nas, też jest ciekawa. Spadek, który rozpoczął się w marcu 2000 r., trwał prawie dwa i pół roku, czemu towarzyszyły liczne spadki, które dodatkowo opróżniły kieszenie prywatnego inwestora. Tylko w październiku 2002 r. Nasdaq osiągnął dno, spadając o 78% od szczytu 10 marca 2000 r.

Wielu analityków zwraca uwagę na podobieństwa między tamtym okresem a tym, co dzieje się obecnie na rynku. W obu przypadkach widzimy, że akcje spółek technologicznych gwałtownie rosną. Tak więc od 1995 do 2000 r. indeks Nasdaq wzrósł o 400%, a jego wartość P/E osiągnęła 200. Dziesiątki dużych firm w 1999 r., w przededniu kryzysu, „podskoczyły” o 900-1000%. Dodam jeszcze jeden, moim zdaniem ważny szczegół: wtedy oprocentowanie wynosiło 5,85%, a teraz jest praktycznie zero. To niestety nie napawa optymizmem w ocenie perspektyw obecnego rynku.

Najnowszy z serii

Choć kryzys 2008 roku nie kojarzy się zwykle bezpośrednio z bańkami rynkowymi, jego podstawową przyczyną było przegrzanie rynku kredytów hipotecznych… W czasie kryzysu indeks S&P 500 spadł o prawie 50%, ale nie trwało to tak długo, jak podczas deflacji klasycznej bańki. Jednak ożywienie na rynku przeciągało się przez całe pięć lat. A ten parametr jest trzecim istotnym czynnikiem w badanych przez nas kryzysach.

Popularna bańka giełdowa: jak długo milenialsi będą kupować akcje swoich ulubionych firm

Z reguły w przypadku „bąbelkowych kryzysów” mamy do czynienia z bardzo długim okresem powrotu giełdy do poziomu sprzed kryzysu. Tak więc po krachu 1929 r. wartość indeksu Dow Jones powróciła do swojej pierwotnej pozycji dopiero na początku lat pięćdziesiątych. Japoński Nikkei 225 wciąż nie osiągnął swojego szczytu z 1989 roku. Nasdaq potrzebował ponad 10 lat, aby powrócić do poziomów z początku 2000 roku. Te fakty są niezwykle ważne i wymagają bardzo uważnej uwagi ze strony prywatnych inwestorów.

Przygotowanie na złe

Główny wniosek z naszych małych badań jest taki, że nie ma dobrych scenariuszy. Co powinno być zrobione? Przede wszystkim musisz zadbać o ochronę swojego kapitału osobistego, jeśli nie możesz sobie pozwolić na znaczny i/lub długotrwały spadek wartości swoich inwestycji.

Na przykład, jeśli masz 50+, a większość twojego osobistego (rodzinnego) funduszu emerytalnego jest inwestowana na giełdzie, powiedzmy, głównie w sektorze technologicznym, powinieneś dobrze się zastanowić. Ale jeśli masz 35-40 lat i oszczędzasz na piękną starość, ale „siedzisz”, powiedzmy, w indeksie S&P 500, to nie powinieneś specjalnie drgać. Wręcz przeciwnie, jeśli rynki spadną, masz dużą szansę na kontynuowanie akumulacji na „nisku”. Trzeba to tylko zrozumieć, nie wpadać w panikę i być przygotowanym.

Nie zaszkodziło każdemu inwestorowi (i to nie tylko początkującemu), aby jak najszybciej przejść kurs „młodego wojownika” zachowywać się przed kryzysem i w jego trakcie. Wiele osób może stracić pieniądze tylko dlatego, że nie są zawodowo i psychologicznie przygotowane na gwałtowne odwrócenie sytuacji na rynku. I nie ma w tym nic dziwnego – ostatni kryzys na światowym rynku miał miejsce prawie 14 lat temu. Można śmiało założyć, że większość inwestorów poniżej 45 roku życia wie o tym tylko z książek i Internetu. A to zupełnie inne doświadczenie!

Opinia redakcji może nie pokrywać się z punktem widzenia autora