Zespół uczniowski. Jak pracować z ludźmi безынициативными

0
31


Zdjęcia Cyryla Каллиникова / RIA novosti

W każdej firmie ludzie cierpią na “syndrom studenta”. Oni już od dawna uprawiane, już po 30-40 lat, ale te byli uczniowie nie mogą zrobić coś bez porady lub wskazówki

Uczniowie w Rosji nie uczą się szukać rozwiązania zadań, a uczą się już znane rozwiązania. Przynajmniej tak było, kiedy w szkole uczyłem się ja i moi koledzy i partnerzy, którym teraz 30-40 lat. Takie podejście zastosowano zarówno dla typowych zadań algebraicznych, jak i dzieł w literaturze. Nie możesz zacytować Белинского — nie dostaniesz “dobrze”. W szkole uczono nas się uczyć, ale nie nauczyli się krytycznie myśleć. A w domu nie wszyscy rodzice mogli uczyć dzieci tej umiejętności. No a teraz zbieramy owoce postradzieckiej filozofii edukacji.

Pamiętaj szkolna: “Мариванна, a jak to rozwiązać? Przez Виетта lub wyróżnik?” (dla humanistów wyjaśnijmy: chodzi o równaniach kwadratowych, które można rozwiązać w jeden z dwóch sposobów — nie ma znaczenia jaki)? Takie “uczniowie” są w każdej drużynie. Dla dużych firm ich dominacja grozi utratą skuteczności, a dla startupów — klapa.

Myśliwi za pochwały

Przykład z naszej praktyki: sprzedajemy ubezpieczenia za pośrednictwem platformy online. Ale nie wszystkie firmy ubezpieczeniowe mają techniczną możliwość, aby do niej dołączyć. Wtedy firma przekazuje naszym menedżerom dostęp w swój wewnętrzny system, w którym są ręcznie sporządza polisy. Niestety, nie u wszystkich firm systemy te jasne i proste, więc menedżer nie zawsze może zrozumieć samodzielnie. Można zadzwonić na wsparcie firmy ubezpieczeniowej lub spróbować zrozumieć samemu, ale pracownik z “syndromem studenta” będzie konsultować się z kierownictwem. Trzeba mu pokazać, że jest to najbardziej pracowity w klasie.

Podobne problemy pojawiają się nie bez powodu. Oczywiście, wszyscy klienci są różne. Niektórzy dzwonią, bo nie wiedzą, jak na miejscu zapłacić kartą kredytową. Takich mamy pod uwagę nie bierzemy. Ale są ludzie, którzy dzwonią, bo naprawdę czegoś nie zrozumieli. I jeśli będzie to już trzecie połączenie z jednym i tym samym pytaniem, to już jest powód, aby głębiej zrozumieć przyczyn i zrobić tak, aby połączenia nie było, ale to nie zapewni pracownikowi z “syndromem studenta” bohaterstwo na co dzień. On mówi: “No głupi telefon! Nie mogą zrozumieć!” On skarży się na niedalekich klientów przełożonego, omawia je w palarni. Menedżer z “syndromem studenta” jest często najbardziej donośnym w zespole.

Pracowici uczniowie

Mamy pracownik — bardzo przyjemny we wszystkich aspektach młody człowiek. Ale jak raz on mnie niemile zaskoczył. Podczas dyskusji na temat zadania, które mu się należało zdecydować, wyjął notatnik i zaczął nagrywać wskazówki. Od razu przypomniał sobie wykład na uniwersytecie. Nauczyciel nagle spojrzał na studenta i z oburzeniem mówił: “A co to Kowalski nie nagrywa?” Chociaż ten sam Kowalski robił wszystko poprawnie. Słuchał wykładowca, próbował zrozumieć, o co chodzi, i czasami robił notatki. Ci, którzy słowo w słowo nagrywali wykład, często robili to na automacie, a sens usuwaliście już potem, czytając wpisy.

Nie będę ukrywać — przed tym, jak zdobyć swoje pierwsze stanowisko kierownicze, w ogóle nie rozumiał, co to jest krytyczne myślenie. I oczywiście, że bał się wpaść w niełaskę władz, dlatego zawsze konsultował, powiedział, pokazywał wyniki pośrednie. Dopiero potem zdałem sobie sprawę, jak zadowolić swoich przełożonych, skierowanie ich na drobiazgi. Pamiętam, jak pozbył się “syndrom studenta”. Poproszono mnie, aby zrobić pivot table — tabelę przestawną, o których wcześniej nie słyszałem. Zadanie nie było w mojej głowie jasnego rozwiązania, choć zostało sformułowane jasno. Ale pytać przypomnienie o tym, jakie dane są ważne dla tabeli, jakiego użyć oprogramowania i tak dalej, było głupie. A czemu nie, włączył intuicji, nauczył się korzystać z programu Microsoft Excel najlepiej na swoim piętrze, ale w końcu zadanie zostało wykonane. Teraz uważam, że to było najbardziej przydatne moich umiejętności za całą karierę pracownika biurowego.

Mieszkańcy “галерки”

W jednym z dużych operatorów telekomunikacyjnych byłem świadkiem tego, jak “syndrom studenta” przebił poważnego menedżera, kierownika działu. On całe wieki przygotowywał prezentację jednego projektu. Wydawało się, że jest wciągająca dlatego, że prezentacja ta w końcu nikomu się nie przyda. Malował ją tydzień, dwa, trzy. W podobny sposób zachowują się w szkole uczniowie, którzy w klasie siedzą za najnowszymi biurkami. Wydaje się, zajęci czymś pożytecznym i, być może, w przygotowaniu się do lekcji. Ale wziąć rap płyty nie chce. Lepiej spokojnie досидеть do momentu, kiedy bije dzwon, i udać się na zmianę.

Nie wiem, jak zakończyła się historia z prezentacją, ale najprawdopodobniej nigdy nie była skończona. Są menedżerowie, którzy potrzebują stałej kontroli, w przeciwnym razie nie są one w stanie podjąć inicjatywę i podejmować świadome decyzje. W szkole takich uczniów, aby oni naprawdę się uczyli, nie siedziały spodnie, kazali pokazać domowe, a jeśli go nie zostawiali po lekcji. Zresztą, i bez tego mogli siedzieć cały rok, pozostając “хорошистами”. Z obserwacji wynika, że takich menedżerów w każdej firmie zwykle nie mniej niż jednej piątej całego zespołu.

Ostatni dzwonek

Jak zrobić tak, aby infantylnych pracowników było mniej lub nie było w ogóle? Moja pierwsza hipoteza polegała na tym, aby szukać pracowników na wynagrodzenia powyżej rynkowej. Jest to logiczne założenie, że poziom odpowiedzialności rośnie, równolegle ze wzrostem dochodów. W praktyce jednak nie zawsze wychodzi to tak. Przypomnijmy przykład menedżera z telecom-operatora. Oczywiście, nie widziałem, jakie эсэмэски przychodzili mu z banku w dniu wypłaty, ale zarabiał to sporo, oczywiście nie mniej niż 200 tys. rubli miesięcznie. Podobnych postaci z wyraźnie mniejszym окладами widziałem w innych firmach.

Na etapie rozmowy kwalifikacyjnej “syndrom studenta” jest praktycznie nie do wykrycia. Podczas okresu próbnego też, bo po raz pierwszy wszyscy zasypiają w podręczniku zagadnieniami, wiele czasu poświęcają planowania i prawie nikt nie podejmuje radykalnych decyzji. Wyjście jest jedno: kiedy zdałeś sobie sprawę, że zatrudnił “ucznia”, można wyprowadzić go do szczerej rozmowy, wyjaśnić, co się od niego wymaga, i dać szansę. Być może, po raz pierwszy będzie przeznaczyć na wykonanie zadań więcej czasu, niż jest to konieczne, ale nie twoim zadaniem jest go uczyć się na nowo. Trzeba, aby tchnął powietrza i sam zrobił krok w dorosły świat.